Ha! Ha! 2008-09-30 00:37:37

Mój blog niniejszym zasilił szeregi fantom-blogów! Zawieszonych w sieci - nie rozbudowywanych o nowe notki, nie komentowanych i nie odwiedzanych. Mroczne widma XIX wiecznych opuszczonych fabryk w społeczeństwie zinformatyzowanym!

Ale nie! Nie dam mu zginąć, pokonam bezmyślną maszynę automatycznego kasowania! Dodam notkę ]:>

skomentuj (2)

Czarnobyl 2007-11-06 19:11:21

Wywiad z prof. Zbigniewem Jaworowskim, który to obala mit Wielkiego Radioaktywnego Wybuchu. Jakoś niektórym profesorom jestem skłonna wierzyć..

http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Text01&news_id=176625&news_cat_id=35&layout=1&page=text

skomentuj (0)

Autorytety 2007-10-04 08:53:18

Chciałam dziś posmęcić.
Wg Słownika języka polskiego PWN autorytet to osoba, instytucja, pismo itp. cieszące się szczególnym uznaniem. Ja bym ją sobie poszerzyła jeszcze o to, że musi to być osoba cięsząca się poważaniem nawet u swoich antagonistów, w jakiś sposób zasłużona, z której zdaniem każdy się liczy - i na którym można polegać, kierować się nim w życiu. Powinna to być osoba, która całym swoim życiem broniła swoich ideałów, udowadniała ich prawdziwość. Mam przy tym na myśli autorytety moralne (bo są i inne - np. pfor. Maria Janion jest dla mnie niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie języka polskiego i działalności feministycznej).
Czy według państwa mamy jeszcze w tym kraju autorytety moralne? Sam związek frazeologiczny stracił na prestiżu, przekręcany i wypowiadany ironicznie. Nie chcę tu pleplania o Janie Pawle II - żywię do niego szacunek za postawę wobec świata i to co robił będąc papieżem, ale nie jestem w stanie kierować się jego naukami życiowymi, przefiltrowanymi przed doktryniarstwo katolickie. JPII jest autorytetem religijnym.
Do niedawna niekwestionowanym autorytetem był dla mnie prof. Bartoszewski. Z całym swoim antytotalitarnym działaniem - najpierw w AK i Żegocie, potem przeciw komunistycznemu systemowi, w końcu budujący, jako dyplomata i historyk, suwerenną Polskę. Na każdej jego opinii i słowie można było polegać jak na Zawiszy, ze sławetnym "warto być przyzwoitym" na czele.
I tu pach. Na ostatniej konwencji PO zrobiło mi się przykro i poczułam niesmak. Zawsze wyważony, spokojny Bartoszewski krzyczał, gestykulował i wysyłał oponentów do psychiatry... Na jednym z blogów w komentarzach znalazłam stwierdzenie, że "staremu człowiekowi wszystko da się wmówić". Może i tak, ale to może być pewne wytłumaczenie, a nie usprawiedliwienie. Bartoszewski wciąż jest dla mnie Ostatnim Autorytetem w tym kraju, ale coraz mniejszą mam wiarę w to wszytko...
A wy, macie takie osoby? Osoby publiczne które wyjątkowo szanujecie, których zdanie pomaga wam budować swój światopogląd?

skomentuj (2)

Wybory 2007-09-19 21:26:40

Mnie, jako zwierzę saturnowo-merkuriuszowe strasznie ciężko do polityki zniechęcić. Ale obecnemu Sejmowi się udało. Gratuluję. Od jakichś 5 mcy czytam tylko krótkie newsy, żadnych artykułów czy komentarzy.
Toteż z radością (chociaż nie do końca) przyjęłam do wiadomości rozpad burdelu* na Wiejskiej.
I miałam poważny dylemat - na kogóżby tu zagłosować.
PO jest rozmydlone, poza tym obawiam się, że będą kontynuować nieładne prktyki PiSu. Myślałam nad PSLem (!), bo wydają się jedyną zrównoważoną partią (vide przemówienie Pawlaka), ale to partia wiejsko-socjalistyczna:/ Rozważałam w końcu Zielonych, ale też jakoś nie jestem do końca przekonana. Więc postanowiłam być przekorna i zagłosować na Partię Kobiet.
1. Dość mam hegemonii mężczyzn i ich wiecznej awantury o to, kto będzie samcem alfa
2. Kobiety znajdujące się w Sejmie to głównie wierne męskie tło (Szczypińska np) albo wielkie pomyłki (Sandra Lewandowska, haha)
3. W programie PK znajdują się głównie postulaty społeczno-obyczajowe, mnie jako kobietę żywo zajmujące. Mam nadzieję, że w miarę możliwości PK postarałoby się realizować postulaty podziału ponad lewicą i prawicą (choć wszystko pachnie lewicowo, chodzi mi o transpartyjne kumoterstwo)
4. Kobiety tworzące PK, a tym samym te, które weszłyby do Sejmu są raczej racjonalne, wykształcone i inteligentne

A jakieś wasze pomysły na kogo możnaby zagłosować?

*Mam nadzieję, że nie pójdę do więzienia. Nie mam w intencji obrażania posłów, ale rodkreślenie rozpasania i upadku moralności Sejmu tejże kadencji (chociażby gromkie brawa i śmiechy po przegłosowaniu wniosku)

skomentuj (8)

kobieta w kinie 2007-08-19 15:32:30

Ostatnio nasunęła mi się pewna refleksja kinematograficzna na temat wizerunku kobiety na ekranie (nie tylko w filmie polskim). Myślę o bohaterkach istotnych dla akcji, drugoplanowych, "przeciętnych".
Wezmę na warsztat dla filmy, jeden mądry, jeden głupi - "Amatora" Kieślowskigo i "Obłęd" (jakiś hollywoodzki thriller).
W "Obłędzie" głównym bohaterem jest pan, który po sesji hipnotycznej popada w obłęd - zaczyna widzieć duchy i kontaktować się z nimi. Podobne zdolności ma jego pięcioletni syn. Bohater boi się, nie wie co ma robić. Jego żona, skądinąd sympatyczna i kochająca, jest zła, ma do męża pretensje o jego zachowanie. W końcu trafia na człowieka, który może pomóc jej mężczyźnie uporać się z problemem, nauczyć rozumieć duchy, oferuje mu też udział we wspólnocie takich jak on. Ale oczywiście Maggie nie podoba się ten pomysł, więc nikomu nic nie mówi, zostawiając męża w coraz gorszym stanie.
Drugi film, majstersztyk "kina moralnego niepokoju" opowiada historię prostego pracownika, który kupiwszy kamerę do nagrywania pierwszych dni ukochanej córki, odkrywa w sobie naturę filmowca-społecznika. Wygrywa konkurs, dostaje zlecenia z telewizji, ale i odkrywa ciemną stronę amatorskiego kina zaangażowanego. Nevermind. Jaka jest postawa jego żony? Awanturuje się, obraża (niekiedy zasadnie), nie mówi o co jej chodzi, dopiero w krytycznym momencie wyznaję , że ma do męża pretensję, że zakłócił ich wymarzony "święty spokój". W końcu odchodzi z dzieckiem, zostawiając Filipa z problemami tak moralnymi jak zawodowymi.

Co łączy obie te drugoplanowe postacie? Obie są kochającymi żonami, oddanymi matkami małych dzieci, obie są w następnej ciąży i obie mają mężów z poważnym problemem. Okazują się egoistkami, które nie potrafią wesprzeć partnerów, nawet nie starają się ich zrozumieć. Zachowują się jak małomiasteczkowe matrony, dla których najważniejsze jest żeby się rozmnażać i jakoś wegetować. Tracą też szansę na poznanie bliżej pasji (czy problemu-daru) męża, może i wzięcia czegoś dla siebie, dzielenia tego z nim. Łączy je też to, że nie są wyjątkami - taki w większości jest obraz kobiety drugoplanowej w filmie - samolubnej harpii.

Ale zainteresowało mnie w tym co innego. To mianowicie, że w życiu zazwyczaj jest zupełnie inaczej. Kobiety są dla mężczyzn wsparciem, poświęcają się dla nich, niekiedy same zatracając. Najpierw widzą dobro męża, a dopiero potem swoje. Są znacznie bardziej empatyczne i skłonne do zrozumienia niż ich partnerzy. W końcu, to przeważnie one zostają same, gdy znajdą swój mały świat, dla partnera niedostępny.

skomentuj (2)

Darfur 2007-07-04 17:23:16

http://www.gazetawyborcza.pl/1,82310,4277214.html
To rzecz o Darfurze, polecam również podpisać apel,dzięki któremu UE wyśle notę protestacyjną.

Drażnią mnie 2 sprawy (prosiłabym mimo wszystko o choć
pobieżne przejrzenie o co chodzi), mianowicie:

1. Wybiórczość ludzkiego współczucia. Ciągłe masakry w Arfyce, wojny domowe itd. są rzeczą straszną i nie podlega wątpliwości, że opinia światowa powinna im przeciwdziałać i pomagać ofiarom. Znaczenie mają nawet podpisy pod internetowymi petycjami. Z tym, że:
Żaden człowiek nie przegląda codziennie gazet, stron w internecie i nie szuka w telewizji programów, polując na informacje o masakrach, nieszczęściach i tym jak może pomóc. Zobaczy, przeczyta/obejrzy, wzruszy się, może coś zrobi. I tyle. A ludzie cierpią tam tak samo jak przedtem - łatwo płakać na miękkim fotelu, w cichym domu. A dodatkowo, bliżej lub dalej dzieją się inne nieszczęścia - pojedyńcze, zbiorowe, mniejsze, większe, o których nikt nie pisze i mało kto się nimi interesuje. O Sudanie też niedługo się zapomni. Nie wydaje mi się przy tym niemożliwe, że ktoś kto dziś podpisze petycję, jutro widząc murzyna na ulicy nazwie go czarnuchem.
W zasadzie to całkiem normalne.

2. Stosunek zachodu do Afryki.
I tu, moi państwo, zaczyna się prawdziwe bolero, a może i dziki kankan.
Ostatnio zakończył się szczyt G8 (więcej o jego postanowieniach względem Afryki tu). Ameryka i Europa od lat pompują w Afrykańskie państewka dolary, które przeważnie są marnotrawione albo trafiają do kieszeni lokalnych satrapów. Jeśli już uda się przekazać pieniążki komu należy, to efekt tego jest taki, że zamiera rolnictwo, przedsiębiorczość. Nikt tym ludziom nie pomaga w poradzeniu sobie, ale daje za darmo wodę, jedzenie i schronienie. Lobby rolnicze na zachodzie skutecznie uniemożliwia import taniutkiego zboża i innych produktów rolniczych z Afryki (mam wrażenie, że to się podejrzanie ze sobą zazębia). Chyba to o czym piszę, jest dość powszechnie wiadome.
I gwóźdź programu - komuż to Afrykańczycy zawdzięczają swoje lepianki i prymitywną kulturę? może klimatowi? a może mniejszym mózgom? Niestety, ongiś Afryka też miała swoje Wielkie Cywilizacje (vide najbardziej znany afrykański Egipt, parokrotnie podbijany nota bene przez Sudan, czy mniej znana kultura Beninu, i tak przez cały czarny ląd). Na dowód przytoczę kilka zdań za XVI wiecznym podróżnikiem holenderskim zwiedzającym Afrykę Zachodnią:
"Miasto jawi się ogromne:wchodząc doń, idziemy wielką, szeroką ulicą... siedem lub osiem razy szerszą od ulicy Warmoes w Amsterdamie...widać tam wiele bocznych ulic, które także biegną prosto.
...Porządne domostwa w tym mieście stoją równo obok siebie, tak jak domy w Holandii.
...Dwór królewski jest ogromny, a wewnątrz jest tam wiele dziedzińców otoczonych krużgankami..."
A spytacie się dlaczego się skończyło? Bo ktoś przyjechał i zaczął wyłapywać w siatki twórców tych cywilizacji, taktując ich jak nowe, udomowione zwierzęta. Nie miał już kto uprawiać ziemi, budować domów, podtrzymywać tradycji, rozwijać kultury.

Dlatego mnie takie wzruszające artykuły i kampanie irytują, i dlatego uważam że każdy Europejczyk powinien czuć się współwinny.

a na deser z innej beczki, ale w wykonaniu ostatniego prawdziwego Autorytetu: prof. Władysław Bartoszewski, jak zwykle mądrze i dowcipnie, o strajku lekarzy

skomentuj (1)

Refleksje metafizyczne, ble 2007-06-15 20:52:51

Tak sobie czytam "Śnieg" Orhana Pamuka i mam wrażenie, że wszystko na tym świecie kręci się wokół Boga. Nie tyle dookoła absolutnej istoty, ale religii - obwarowań, nakazów, zakazów, tradycji etc. Czuję się w tym waszystkim jak jakiś odludek. Nie mam chyba zmysłu religijnego. Nie mówię, że nie wierzę w nic. Wierzę w istniejący Porządek, w to, że nic nie dzieje się przypadkiem bla bla, taki swojski panteizm. (i w imperatyw moralny Kanta). Ale naprawdę nie mam ochoty nikogo do tego przekonywać, ani dowodzić komukolwiek, że to w co on wierzy jest bez sensu (w czym celuje z zapałem budzącym podejrzliwość większość "ateistów"). Po prostu, uważam, że wszelkie religie z całym swoim bagażem są zabawne i służą zupełnie innym celom, a jeżeli jest jakiś Absolut, to z pewnością nie potrzebuje żadnych postów, chust, świątyń ani modlitw. Ani na żadnym zbawianiu dusz też pewnie mu nie zależy. Ale zupełnie nie czuję potrzeby dyskutowania o tym (może to i jest ignorancja - wszystko mi jedno). Na taki obrazujący przykład. Ostatnio moja DuchowaIEmocjonalnaBliźniaczka powiedziała, że Bóg stworzył człowieka po tym jak Szatan się zbuntował. A więc Człowiek swoje istnienie zawdzięcza Szatanowi. Jakby ktoś powiedział mi, że muchy latają. Jak dla mnie to mogłyby sobie pełzać po ścianach.

skomentuj (3)
Księga Gości